TOPR

Fundacja Ratownictwa Tatrzańskiego TOPR

Wspieramy ratownictwo górskie w Tatrach

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego, możesz podarować nam 1% Swojego podatku

TOPR
Jeden procent

Poniższy artykuł autorstwa Marcina Józefowicza został opublikowany w serwisie www.drytooling.com.pl

Lawiny – powstawanie, charakter

Góry, szczególnie w swojej zimowej odsłonie, jawią się nam, jako spokojne, ciche, tajemnicze – można by nawet rzec, że bezpieczne, ale równocześnie w naszej świadomości tkwi informacja, że śnieg w górach tworzy lawiny śnieżne, czyli zjawisko niebezpieczne, nieprzewidywalne i zagrażające nam, turystom, czy narciarzom, działającym gdzieś poniżej. Cyklem artykułów spróbuję Państwu przybliżyć temat lawin, może obalić parę mitów z nimi związanych, opisać, jak powinno się poruszać, by unikać zbytniego zagrożenia, oraz opowiedzieć, jak działać w krytycznej sytuacji zejścia lawiny i czy można się do tego jakoś przygotować.

Powstawanie śniegu

Klimat gór, w większości stref klimatycznych Ziemi charakteryzuje się występowaniem pokrywy śnieżnej, czasem stałej, tworzącej również lodowce, a czasem okresowej, związanej z kalendarzową zimą. Zależy to oczywiście od wysokości bezwzględnej i porównaniu jej do wysokości izotermy 0 stopni Celsjusza. Za powstawanie śniegu odpowiedzialne są drobiny pyłu, a właściwie proces resublimacji pary wodnej do lodu na wspomnianych drobinach. Budowa płatków śniegowych zależna jest od warunków panujących w chmurach: temperatury, wilgotności i ciśnienia.

Przy temperaturze w przedziałach pomiędzy –1, a –3 stopni, oraz –10, do –20 stopni lód osadza się na krawędziach mikrokryształu tworząc symetryczne, sześcioramienne gwiazdki, z tym bardziej rozwiniętymi i skomplikowanymi ramionami im bardziej wilgotne jest wokół powietrze. Zjawiskiem odpowiedzialnym za tą twórczość jest proces resublimacji pary wodnej.

Temperatury z przedziału –5 do –10 stopni, oraz poniżej –20 stopni sprzyjają uproszczonym formom śniegu, gdzie pojedyncze płatki tworzą się osadzając lód poprzecznie do płaszczyzny wstępnego mikrokryształu, w kształcie kolumn, tarcz i igieł, w których również możemy zauważyć sześciokątny przekrój. Tu podobnie do gwiazdkowych form resublimacja daje o sobie znać, ale w środowisku o mniejszej wilgotności. Temperatura nieco poniżej 0 stopni sprzyja powstawaniu w chmurach krupy śnieżnej, czyli płatków śniegu, na których obmarzła skroplona w chmurze woda.

Budowa pokrywy śnieżnej

To, z jakim rodzajem opadu śniegu mamy do czynienia, wraz z temperaturą na powierzchni śniegu podczas i po opadzie, ma znaczenie w tworzeniu się pokrywy śnieżnej o określonych właściwościach. Historia warunków meteorologicznych w czasie występowania pokrywy śnieżnej jest możliwa do odczytania z warstw śniegu, i podobnie jak słoje w drzewie, poszczególne warstwy opisują warunki oraz tempo przyrostu.

Im częstsze i bardziej dynamiczne zmiany warunków meteorologicznych, tym więcej możemy znaleźć warstw w śniegu i niestety mnogość ta nie sprzyja stabilności pokrywy śnieżnej. Zima nieobfitująca w opady śniegu postrzegana jest często, jako niegroźna, bo przecież mało śniegu, wiec lawin nie będzie. I to błąd, do wystąpienia lawiny nie potrzeba dużo śniegu, lecz trzeba śniegu niestabilnego, ze słabymi warstwami, lub nawet bardziej ze słabo połączonymi miedzy sobą warstwami. Mroźna zima, z cienką warstwą śniegu sprzyja powstawaniu szronu, zarówno przy gruncie, jak i pomiędzy warstwami, a ten nie pozwala na połączenie się warstw i działa jak łożysko kulkowe przyspieszając ruch warstw względem siebie.

Jeżeli jeszcze weźmiemy pod uwagę plastyczność śniegu, która wraz z grawitacją powoduje naciąganie się poszczególnych warstw śniegu, to po zaistnieniu bodźca zrywającego połączenia wewnątrz warstwy śnieżnej (np. dociążenie pokrywy śnieżnej ciężarem turysty, czy narciarza) dochodzi do zejścia lawiny. Pokrywa śnieżna to nie twór bez zmian, skamielina – to jakby żywa istota, która ma swój wiek, dojrzałość i idące z tym właściwości. Na przemiany w warstwach śniegu wpływ ma czas, ciśnienie, czyli nacisk, temperatura i wilgotność, oraz dodatkowa energia, jak promieniowanie słoneczne. Przemiany również mogą przyspieszyć opady deszczu, które przeciekając przez kolejne warstwy doprowadzają do ich wyrównania, czyli jednorodności, choć w pierwszym momencie poważnie dociążają stok, czyli zagrożenie lawinowe rośnie. Potrzeba wiedzy o śniegu, obserwacji poszczególnych warstw świeżych, oraz ich połączeń, informacji o wystawie i nastromieniu stoku, by móc określić, czy dany stok jest stabilny, czy podejrzany, czy wręcz tylko czeka na „chętnego”. Wiedzę tę najlepiej zdobyć podczas praktycznej obserwacji warstw śniegu wzbogaconej o komentarz kogoś doświadczonego, kto potrafi rozpoznać i określić wymienione tu tematy.

Powstawanie lawin

No i tu powoli zbliżamy się do sedna, czyli lawin śnieżnych, które można by określić, jako energiczne przemieszczanie się zdestabilizowanych mas śniegu. Czy to będzie cała pokrywa, czy tylko określona warstwa zależy od budowy samej pokrywy, rodzaju i ilości jej warstw, ale przede wszystkim od sił trzymających poszczególne warstwy pomiędzy sobą. Te różnice odzwierciedla nam nazewnictwo lawin, gdzie lawina pyłowa oznacza szybką lawinę ze śniegu zmrożonego, sypkiego, najczęściej z lekkiego puchu, lawina deskowa to ruch konkretnej warstwy śniegu, najczęściej przewianego, tworzącego deski miękkie (po stronie zawietrznej przeszkód terenowych), lub deski twarde – wyprasowane przez wiatr na nawietrznej. Lawiny gruntowe to lawiny złożone z całego przekroju pokrywy śnieżnej, najczęściej ciężkiego, wiosennego śniegu, gdzie siły grawitacji wygrały walkę ze słabymi wiązaniami w najczęściej już pojedynczej warstwie śniegu z dużą zawartością wody. Każdy z rodzajów lawiny można rozpoznać podczas jej ruchu, ale również później, analizując obryw, tor lawiny, oraz to, co pozostało w tak zwanym depozycie lawiny.

W temacie lawin krąży parę niefortunnych twierdzeń, mogących wywołać brzemienną w skutkach pomyłkę.

Najczęściej popełnianym błędem jest pogląd, że lawiny powstają gdzieś wysoko, a wypadek lawinowy jest spowodowany tym, że przypadkowo znaleźliśmy się na jej torze. Zdecydowaa większość lawin zostaje uruchomiona przez samego człowieka, a jego wpływ na destabilizację pokrywy śnieżnej nie jest ograniczony do miejsca, gdzie stoi, czy którędy chwilę temu przechodził, ale w zależności od stopnia zagrożenia lawinowego może rozciągać się do całego pola śnieżnego, a nawet do całego stoku, czy doliny, i im mniej stabilny śnieg, tym większych rozmiarów lawin, nawet wielu możemy się spodziewać.

Kolejna pomyłka, to twierdzenie, że lawiny schodzą tylko podczas ocieplenia, a mróz gwarantuje bezpieczeństwo – temperatury poniżej –8 stopni całkowicie zatrzymują a w przedziale –3, do –8 stopni hamują metamorfozę śniegu, a właśnie przemiany te prowadzą do stabilizacji śniegu. Czyli to mróz jakby „konserwuje” zagrożenie lawinowe nie pozwalając związać się śniegom i w taką zastawioną przez przyrodę pułapkę, zdarza się, że wchodzi niczego nie świadomy człowiek. Człowiek planując jakąkolwiek działalność górską w warunkach zimowych powinien brać pod uwagę teren, którym będzie się poruszał, stopień zagrożenia lawinowego, jako pierwszą informację o zagrożeniu, oraz na bieżąco, podczas działań, powinien kontrolować wszelkie zmiany warunków, jakości śniegu, oraz tzw. czynnik ludzki, czyli współuczestników swoich działań, ich wiedzę, sprawność, oraz kondycję. Wszystkie te czynniki, oraz odpowiedni sprzęt lawinowy, który musimy użyć, gdy nasze obliczenia, co do bezpieczeństwa zawiodą, pozwolą zwiększyć nasze szanse w starciu z tym potężnym żywiołem. Natomiast pamiętajmy, że niebezpieczeństwo jest duże, i najlepszą metodą na powiększenie szans na przeżycie to na pewno unikanie lawin.

Lawiny – planowanie trasy

Przygotujemy się do wycieczki zimowej, poznamy konieczny zasób informacji, który musimy przeanalizować, by nasza działalność górska nie była obciążona za dużym ryzykiem. I nie będziemy tu rozważać sprzętowych nowinek – zajmiemy się decyzjami, dzięki którym chcemy ominąć teren zagrożony zejściem lawiny.

Pogoda, komunikat lawinowy

Często spotykam się z dziwną teorią, prezentowaną przez niektórych ludzi działających w górach. Sądzą oni, że to bieżąca sytuacja pogodowa ma wpływ na ich bezpieczeństwo lawinowe, i że ratownicy, czy inne instytucje, ustalając stopień zagrożenia lawinowego decydują za nich, czy w górach będzie bezpiecznie, czy może trochę mniej bezpiecznie. Dodatkowo podważają oni ogłoszony stopień zagrożenia lawinowego, twierdząc, że przecież nic się nie wydarzyło. To jakby twierdzić, że skoro ktoś przeszedł przez pole minowe, to dowodzi, że tam min nie ma.

Już w poprzednim odcinku sygnalizowałem, że to nie ogólna ilość śniegu tworzy zagrożenie lawinowe, a jego jakość, ilość warstw i związanie ich ze sobą. Im bardziej dynamiczne zmiany pogody, tym gorsza tworzy się sytuacja i na dodatek stan ten utrzymuje się aż do powstania warunków sprzyjających metamorfozie śniegu. Tak więc warunki meteorologiczne powinny nas interesować długo przed planowaną działalnością górską. Analizując wypadki lawinowe, ratownicy poszukują w historii danych meteorologicznych dotyczących opadu śniegu, temperatury powietrza, kierunku i siły wiatru, które miały bezpośredni wpływ na powstanie pułapki lawinowej, w którą pechowo, pomyłkowo, lub bezmyślnie wchodzą ofiary lawin. I tak szczególną uwagę powinny zwrócić takie wydarzenia, jak:

  • Opad śniegu, którego suma z 1 do 3 dni przekracza wartość 30 – 60 cm. Powiecie, że chciałoby się, żeby takie opady bywały, ale jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę wiatr, to okaże się, że i owszem, każdej zimy znajdziemy na zawietrznej przynajmniej jedną warstwę, która na początku swego istnienia, jeszcze przed metamorfozą śniegu, ma co najmniej takie właśnie wartości.
  • Wiatr powyżej 7m/s (= 25km/h = 4 st. Bf), kiedy to rozpoczyna się proces przenoszenia padającego, lub już leżącego śniegu i formowania z niego tzw. desek śnieżnych, czyli form ubitego, pękającego śniegu, z dużą zawartością powietrza i bardzo małą stabilnością. Przy tej prędkości wiatru należy ostatni opad śniegu podwoić, by poznać grubość warstwy, która prawdopodobnie może ruszyć w postaci lawiny. Wiatr o wartościach ponad 14m/s (= 50km/h = 7 st. Bf) to bardzo szybkie przenoszenie śniegu i teoretycznie trzykrotna wartość opadu. Powyższa działalność wiatru jest oczywiście możliwa przy temperaturach ujemnych, gdy nie zachodzi sklejanie się śniegu.
  • Temperatura poniżej –8 st. C nie pozwala na metamorfozę śniegu, konserwując jego sypkość i pozwalając na przenoszenie przez wiatr.
  • Nagłe ocieplenie, deszcz, wiatr halny na krótko po wystąpieniu zaostrzają zagrożenie lawinowe, lecz ostatecznie pozwalają przeobrazić się płatkom śniegu i ujednolicić warstwy.

Dzięki takiemu uważnemu czytaniu historii pogody możemy sobie wyobrazić, jeszcze przed wizytą w górach, jakie licho drzemie pod powierzchnią śniegu i zapewne wtedy stanie się dla nas jasne, dlaczego ratownicy w piękny, mroźny dzień, kiedy nad Morskim Okiem jeszcze gdzie niegdzie wystaje kosówka, ogłaszają trzeci, czyli znaczny stopień zagrożenia lawinowego. Komunikat lawinowy określa stopień zagrożenia dla całych tatr, co nie oznacza, że na całym terenie jest takie samo zagrożenie. Wartość średnia zagrożenia odnosi się do terenu, gdzie w ogóle lawina ma szansę rozpoczęcia swojego krótkiego, ale jakże szybkiego żywota. Dodatkowo w komunikacie lawinowym pojawiają się często uwagi dotyczące wyszczególnienia stoków zawietrznych, opisania miejsc z odłożonym śniegiem, i określenia wysokości npm., gdzie zejście lawiny jest prawdopodobne.

Stopnie zagrożenia lawinowego

Znakomita większość lawin rusza na nastromieniu pomiędzy 30 a 45 st. i to tam nawet zagrożenie 1–go stopnia oznacza, że są miejsca (około 5%) z niestabilnymi, słabymi śniegami, gdzie dodatkowe duże obciążenie może uruchomić lawinę. Czyli odczytywanie 1–go stopnia, jako teren bezpieczny, można hasać, jest błędne. Gdzie warunki zimowe, tam możemy się spodziewać lawin, i nawet ogłoszone niewielkie zagrożenie pozostaje zagrożeniem, i nie zwalnia amatorów zimowej działalności górskiej od analizy sytuacji lokalnie, na danym stoku, w oparciu o jego wystawę, nastromieniu i rzeźbę terenu.

Tabela stopni zagrożenia lawinowego opisuje stabilność pokrywy śnieżnej, oraz prawdopodobieństwo zejścia lawiny samorzutnej, lub też wyzwolonej mechanicznie a jej 5 stopniowa skala jest międzynarodowa. Środek skali, czyli 3–ci stopień to już znaczne zagrożenie, przy którym, by się poruszać w terenie wysokogórskim, należy posiadać umiejętność oceny lokalnego zagrożenia, wraz z nastromieniem i rodzajem formacji. Najczęściej dochodzi do wypadków lawinowych własnie przy 2–gim i 3–cim stopniu, kiedy to często zagrożenie wydaje się nieduże – bo przecież to „dopiero środek skali” (komentarz do ogłoszonego stopnia słyszany przeze mnie często w schroniskach), i tu błąd, bo skoro przy 4 i 5 stopniu poruszanie się w górach jest zazwyczaj niemożliwe, to 3 stopień jest najgorszym, który ewentualnie możemy akceptować, przy zachowaniu odpowiedniego wyboru drogi, użyciu sprzętu związanego z BHP lawinowym, oraz zachowaniu odpowiednich odstępów i sposobów poruszania się. Dodatkowo, dla mniej wtajemniczonych TOPR publikuje wraz z ogłoszonym stopniem tzw. zalecenia dla ruchu osób, gdzie wyjaśnia, których stoków i formacji należy unikać, i tak na przykład już przy 2–gim stopniu zaleca się: „rezygnację z poruszania się pod i po ekstremalnie stromych stokach o nachyleniu równym, lub większym niż 40 st., w szczególności po stronie zawietrznej i o niekorzystnych wystawach, oraz z zacienionych formacji w pobliżu grani. Uważaj na nagromadzony na twardym podłożu przewiany śnieg! Po stokach stromych o nachyleniu mniejszym niż 40 st. należy poruszać się ostrożnie, z zachowaniem bezpiecznych odległości pomiędzy osobami. Unikaj żlebów, depresji i rozległych pól śnieżnych. Poruszanie się wymaga umiejętności oceny lokalnego zagrożenia lawinowego i odpowiedniego wyboru trasy”.

Szacowanie ryzyka

Wiadomo, że działalność górska wiąże się z ryzykiem, na pewno wielokrotnie wyższym niż np. filatelistyka, ale poziom ryzyka na jaki się decydujemy w górach nie powinien odbiegać od innych typów działalności w zakresie sportów aktywnych. Jak wyżej zauważyliście, określenie zagrożenia dla konkretnego stoku, bez testów stabilności w wielu miejscach, bez orientacji w budowie i właściwościach konkretnych warstw śniegu wymaga doświadczenia i trudno jest je wyliczyć matematycznie. Jednak, by móc choć ogólnie określić wysokość ryzyka i odpowiedzieć sobie na pytanie: idziemy, czy też nie, już od wielu lat ludzie próbują zaleźć zależności liczbowe pomiędzy warunkami, stopniem zagrożenia, terenem i ludźmi. Biorąc te składniki pod uwagę najpierw na etapie przygotowań, w domu, potem zderzając naszą wizję ze stanem faktycznym, już w schronisku, by ostatecznie decydować w terenie, na bieżąco dostosowując trasę do sytuacji otrzymujemy „formułę 3x3” z jej limitami:

  • przy zagrożeniu UMIARKOWANYM (2) – sektor północny, rzadko przejeżdżany, maksymalnie 39 st.
  • przy zagrożeniu ZNACZNYM (3) – maksymalnie 34 st. na wszystkich ekspozycjach
  • przy zagrożeniu DUŻYM (4) – maksymalnie 29 st. na wszystkich ekspozycjach

By posiadać dokładniejszą metodę, która poprzez zawężenie terenu działania za pomocą stałych, związanych z ekspozycją i stromizną, pozwoli określić dla danego stopnia możliwości i zakazy musimy sięgnąć po metodę REDUKCJI. W metodzie tej bierzemy pod uwagę stosunek potencjału zagrożenia, który wynika z ogłoszonego stopnia do czynników redukcyjnych związanych z rezygnacją z konkretnych zagrożeń np. stoki północne, lub stromizny ponad 40 st.. We wszystkich tych obliczeniach musimy pamiętać, że pomyłka będzie się wiązała z zagrożeniem życia, a nie z przegraną grą logiczną.

Ocena warunków terenowych

Do właściwej oceny zagrożeń w terenie potrzebne nam są informacje, które powinniśmy zbierać podczas, lub bezpośrednio przed działaniem właściwym. Musimy posiadać umiejętność oceny stromizny stoku, za pomocą przyrządów, lub lepiej, bo bardziej niezawodnie używając trygonometrii uproszczonej do naszych kijków. Równie ważne jest określenie wystawy stoku, która to decyduje, jaka ilość energii słońca wniknie w śnieg, pozwalając na metamorfozę śniegu do form bardziej stabilnych, czyli niezbędnym jest umiejętność pracy z mapą i kompasem. Działanie w dobrej widoczności pozwala nam znowu na kontrolę form śnieżnych i analizę niebezpieczeństwa uruchomienia lawiny przez kogoś, powyżej. Na koniec stała komunikacja wśród uczestników działań pozwala na wymianę spostrzeżeń o zagrożeniach, i wyłowienie sytuacji, w której osłabiony uczestnik mógłby wywołać zagrożenie dla całego zespołu przez nieostrożne działania (zjazd z upadkiem, chęć skracania drogi).

Ważne, by elastycznie reagować na wszelkie symptomy wzrostu zagrożenia lokalnego, bo odwrót spowodowany warunkami, to nie przegrana, a danie sobie i innym szansy na kolejne działania górskie.

Pamiętajcie, że to Wy jesteście odpowiedzialni za swoje bezpieczeństwo w górach, i dlatego ogłaszany stopień zagrożenia lawinowego traktujcie jako pierwszą informację dotyczącą tematyki lawinowej, do której będziecie doklejać kolejne, już pozyskane przez siebie. Tylko tak podchodząc do tematu, macie szansę, by działania z detektorem i innymi akcesoriami z ABC lawinowego były konieczne tylko treningowo – czego Wam i sobie życzę

Lawiny – lawinowy ekwipunek

Pozostać na powierzchni

W całej naszej profilaktyce lawinowej najważniejszym jest nie dać się zasypać lawinie. Statystyki wypadków lawinowych z całego świata jednoznacznie wskazują, iż najczęściej dochodzi do zdarzenia ze skutkiem śmiertelnym gdy mamy do czynienia z elementem duszenia, czyli z zasypaniem całkowitym (głowa i tułów). Cały poprzedni dział opowiadał, jak wybrać trasę, jak ocenić zagrożenie, to wszystko miało doprowadzić właśnie do ostatecznego braku kontaktu z lawiną, jeśli jednak nasze wyczucie zawiedzie wtedy sięgamy po „gadżety”, tak niektórzy pogardliwie opisują sprzęt ratujący przecież życie.

Plecaki wypornościowe – tak można by nazwać coraz większą gamę plecaków, których zadaniem jest, poprzez zwiększenie naszej objętości bez zwiększania masy, zwiększyć naszą „pływalność”. Idea była badana już w ubiegłym wieku, a efekt powiększenia objętości uzyskuje się poprzez napełnianie gazem balonów, które podczas zwykłego użytkowania są poskładane i zamknięte w plecaku, dopiero po uruchomieniu procesu napełniania powietrze ze specjalnej butli, lub azot (zależy od producenta) wypycha balony na wierzch powiększając nas o wartości ponad 150 litrów. Średnio nasza objętość to około 100 litrów, a masa to 100 kg, taka sama objętość śniegu waży około 50 kg, czyli wartość naszej pływalności bez plecaka jest ujemna i wynosi ok. 50 kg. Po napełnieniu balonów nasza objętość, to ponad 270 litrów, przy tej samej wadze, a tyle śniegu waży około 130 kg, czyli w takim przypadku zyskujemy dodatnią pływalność o wartościach ponad 30 kg. Dodatkowo sprzyja nam jeszcze zjawisko segregowania cząsteczek o różnej wielkości, by jednak nastąpił ten zbawienny proces pchający nas na powierzchnię lawiny, musi występować ruch. Gdy lecimy z lawina, wszystko działa, gdy jednak lawina spada a nas z góry, będzie gorzej.

Posługiwanie się takim plecakiem też wymaga wprawy i wiedzy, w przeciwieństwie do zwykłych plecaków, które zrzucamy w przypadku lawiny, plecaki wypornościowe powinniśmy wręcz ciasno dopinać do nas. By uruchomić system na pewno będzie nam potrzebna ręka, zasadne wiec jest pozbycie się pętli od kijków, by lawina wraz z kijkiem nie unieruchomiła nam rąk.

Przeżyć pod śniegiem

Gdy jednak zasypie nas śnieg, nasze szanse na przeżycie wyznacza ilość powietrza, do której mamy dostęp. Może to być przestrzeń wolna od śniegu przed naszymi ustami, czy nosem, a dodatkowo możemy korzystać z powietrza, które znajduje się w śniegu (ponoć nawet do 50%). Zjawisko wymiany gazowej pomiędzy śniegiem, a naszymi drogami oddechowymi będzie zachodzić do momentu powstania lodu na granicy śniegu i powietrza. Za proces zaladzania się tej przestrzeni odpowiedzialny jest nasz ciepły, pełen wilgoci i dwutlenku węgla oddech. I znów testy na ochotnikach i pomysłowość doprowadziły do powstania sprzętu znanego pod nazwą Avalung, który przypomina fragment automatu oddechowego płetwonurka, a jego zadaniem jest separowanie wydechu i kierowanie go za nasze plecy, a pobieranie wdechu z przodu urządzenia. Urządzenie to, lekkie, nie kłopotliwe w użyciu, które wymaga na pewno utrzymania ustnika w zębach, nie ma tak bogatej statystyki wpływu na przeżycie, jak plecaki wypornościowe, ale na pewno pozwalają wydłużyć czas przeżycia pod lawiną, pozwalając w tym czasie na odnalezienie i odkopanie nas przez współtowarzyszy naszych górskich działań.

Szybko odnaleźć i odkopać

Analizy wielu wypadków lawinowych, dotyczących sytuacji z całkowitym zasypaniem pokazują, iż wśród tych, którzy bez urazów śmiertelnych przeżyli samo zejście lawiny, szanse na przeżycie w pierwszych 18 minutach są stosunkowo wysokie (statystyki mówią o ponad 90%). Po tym czasie gwałtownie widać efekty duszenia i do 35 minuty od zejścia lawiny przeżywa zaledwie 34%zasypanych. Wnioski są proste, tylko szybkie odnalezienie i odkopanie pozwoli zwiększyć szanse na przeżycie.

Można i właściwie nawet należy poszukiwać zasypanych wszelkimi sposobami, wzrokiem, słuchem, dotykiem (sondowanie), jednak bez dodatkowych urządzeń poszukiwania te będą trwały za długo. Już ponad trzydzieści lat liczy sobie historia detektorów lawinowych (LVS, ARVA, avalanche beacon). Są to urządzenia nadawczo–odbiorcze, pracujące na częstotliwości 457kHz (niezależnie od producenta), w które powinien być wyposażony każdy, kto decyduje się na działanie w zagrożeniu lawinowym. Detektor przed wejściem w teren powinien być zapięty pod wierzchnią warstwę odzieży i koniecznie załączony na nadawanie i sprawdzony. Gdy, pomimo naszych starań, dojdzie do zasypania, ci, co pozostali na powierzchni, po ocenieniu bezpieczeństwa przełączają swoje detektory na odbiór i wykorzystując ok. 50 metrowy zasięg urządzenia odnajdują miejsce nad zasypanym, tam, za pomocą sondy, nakłuwając śnieg prostopadle do jego powierzchni, odnajdują zasypanego i w odpowiedni sposób (kopiąc od dołu w kierunku sondy) odsłaniają przede wszystkim jego głowę. Sprzęt ten nazywamy lawinowym ABC i każdy z jego elementów spełnia ważna rolę. Oczywistym jest, że każdy z uczestników musi posiadać pełny komplet (nie wiemy kogo zasypie) i dodatkowo umiejętność posługiwania się nim (do nauczenia i trenowania na kursie lawinowym). Brak któregoś z elementów można nawet ocenić czasowo, co już eksperymentalnie robiono we Francji, na dużej grupie równo przeszkolonych ochotników, gdzie brak sondy wyceniono na stratę 10 minut, a brak łopatki, 30 minut. Braku detektora lawinowego nie obliczano, bo kto o zdrowych zmysłach pozbawiałby się takiego pomocnika.

Pamiętajcie jednak, że komplet ten nie chroni przed lawiną, on jedynie wspomaga poszukiwania i wydobycie. Jego zakup to wydatek ponad 800 polskich złotych za detektor, sondę i łopatkę, ale można również bazować na wypożyczalniach, gdzie za dobę zapłacimy 30 PLN. Na pytanie, której firmy detektor zakupić, zawsze odpowiadam, posprawdzaj, wypróbuj, a który najlepszy, kwituję odpowiedzią, własny, ten z którym dużo potrenujesz. Nawet detektor starszego typu (analogowy) w rękach doświadczonej osoby będzie wydajniejszy, niż supermaszyna za 1500 PLN w rękach gamonia, co nawet instrukcji nie przeczytał, nie mówiąc o treningu. Natomiast rozwój współczesnych detektorów poszedł już tak daleko, że wspomagają one poszukiwanie w trudnych sytuacjach (zasypania blisko siebie, oraz głębokie), oraz pomagają w trudnych decyzjach, kogo najpierw odkopać, bo czasu może czasem wystarczyć dla jednego, wiec trzeba się skoncentrować na tym, o większych szansach na przeżycie (kryterium, to szanse, a nie nasze preferencje).

Jeszcze jedna szansa więcej

Takim sloganem reklamowym opisuje swój produkt firma RECCO. System po stronie osoby decydującej się wejść w zagrożenie lawinowe jest banalnie prosty, wystarczy mieć wszytą, lub wklejoną gdzieś płytkę RECCO (specjalna dioda) i już, bez zasilania, bez kłopotów, ale bez szans na odnalezienie kolegi, którego namierzą i odkopią ratownicy, którzy przybędą ze specjalnym „radarem” który wykrywa wspomniane płytki. Czas przybycia ratowników jest różny, i tak w rejonach skiresortów i przy schroniskach rzeczywiście ratownik może być przy wypadku w parę minut (czyli tylko tam system ma sens), ale by dotrzeć na lawinę w strefie wysokogórskiej, najkrótsze czasy osiągamy dzięki śmigłowcowi i jest to rzeczony czas 18 minut (w najlepszych konfiguracjach: blisko, dobra pogoda). Oczywiste więc jest, że system nie pozwala na tzw. pomoc koleżeńską, a tylko ta daje większe szanse na przeżycie. Pamiętać również musimy, decydując się na płytki RECCO, że częstotliwość używana do ich detekcji niestety jest mocno tłumiona przez wodę, a ta jest składnikiem nas samych, sensowne zatem jest, by mieć dwa ekrany RECCO, po dwóch stronach, np. na ręce i na nodze.

Część tę zakończę może ostrzeżeniem dla tych, którzy za bardzo ufają urządzeniom, prawu i innym, wchodząc np. pod pędzący samochód, bo przecież było zielone… Słuchajcie swojego instynktu samozachowawczego, skoro największe szanse przeżycia lawiny mamy z dala od niej, to poświęcajmy dużo uwagi na odpowiedni wybór trasy, a sprzęt lawinowy traktujmy jak pasy bezpieczeństwa w aucie, które mają zwiększyć nasze szanse podczas wypadku. Fakt, że posiadamy cały arsenał: plecak, avalung, sondę, łopatkę, niech nas nie zachęca do podejmowania większego ryzyka, lepiej czasem zawrócić, i dzięki temu mieć nadal szansę przyjść tam jeszcze raz…

Lawiny – partnerzy, a lawina

Bardzo duża odpowiedzialność spada na partnerów działalności zimowej w terenie wysokogórskim. Ich wiedza, doświadczenie, znajomość tematyki lawinowej powinna być równoważna, powinni się oni uzupełniać, ubezpieczać, cały czas konsultować swoje spostrzeżenia dotyczące zagrożeń lawinowych i w razie wypadku lawinowego powinni być dla siebie podstawowym zespołem ratowniczym. Wyposażenie lawinowe i praktyka działań lawinowych każdego z nich powinna być kompletna. Czy zatem decydować się na działania górskie zimą z ludźmi, których wiedza lawinowa jest dla nas zagadką? Czy to nie jest Totolotek, czy raczej Rosyjska Ruletka?

Człowiek, zwierzę stadne

Na pewno w większości przypadków pewniej czujemy się w grupie, wierzymy, że jeśli zajdzie potrzeba, to ten, z którym zdecydowaliśmy się działać przyjdzie nam z pomocą. Grupa daje poczucie bezpieczeństwa, siły, czasem nawet ponad rzeczywiste jej możliwości. Im większe zagrożenie, tym nasza więź stadna mocniej się daje we znaki. Niestety podczas działań przy zagrożeniu lawinowym to sam człowiek najczęściej jest czynnikiem uruchamiającym lawinę. Jego oddziaływanie na pokrywę jest tym większe, im mniejsze zachowamy odstępy pomiędzy członkami „stada”. Ponad połowa zasypanych w lawinach ludzi to ofiary lawin z wielokrotnym zasypaniem, stąd wniosek, że jednak działamy bez zachowania odstępów odciążających i bez odstępów bezpieczeństwa, a lawina najczęściej jest dla nas kompletnym zaskoczeniem. Konieczna jest wiec świadomość wśród wszystkich uczestników działań w zagrożeniu lawinowym, że partner wycieczki jest bardzo ważnym zabezpieczeniem dla nas, ale nie z bliska, i wszyscy powinni dbać o właściwe odstępy i odpowiedni wybór miejsc postojowych w kontekście bezpieczeństwa. Warto również pamiętać o komunikacji w grupie, bez której wymiana spostrzeżeń o zauważonych objawach słabej stabilności śniegu będzie niemożliwa.

Przewodnik, czy partner – odpowiedź na to pytanie powinna zabrzmieć jeszcze przed działaniem górskim. Istotne do komunikacji zagrożeń, złego samopoczucia, chęci odwrotu jest to, czy nasz układ hierarchii stadnej jest oparty o przewodnictwo jednego z nas, czy też jest to grupa bliskich, czy znajomych, którzy działają na zasadach partnerskich. Układ przewodnik – prowadzony jest jasny, wiadomo, kto odpowiada i podejmuje ostateczne decyzje, kto ma większe doświadczenie. Jednak w takim układzie często przepływ informacji jest trudny, i to obowiązków prowadzącego powinno należeć zachęcanie do sygnalizowania wrażeń, samopoczucia i ewentualnych leków swojego „stada”. Przewodnik powinien być stanowczy, jeśli chodzi o odporność na szampańskie pomysły, nawet, gdy w grupie, w której działamy, poza górami to ktoś inny jest naszym szefem i teraz próbuje wywierać presję. Grupa zaś powinna w stonowany sposób sygnalizować zauważone zagrożenia, i skoro wybrała właśnie tego „przywódcę stada” to zrozumieć jego ostrożność i uwagę obciążoną powierzoną mu odpowiedzialnością.

W układzie czysto partnerskim (prawdziwym, a nie na niby – jak w wyprawach partnerskich – gdzie nikt za nic nie chce brać odpowiedzialności) opartym na rzetelną wymianę spostrzeżeń, wspólny wybór drogi, sprzętu, wspólną analizę sytuacji działalność we wszelkich zagrożeniach daje przewagę, więcej głów do chłodnej analizy, więcej zmysłów do zbierania danych. Należy tylko pamiętać, że ten układ jest bardzo czuły na tzw. chore ambicje, chęć zabłyśnięcia, zagrania jakiejś ważnej roli i od razu trzeba takie zauważone zachowania komunikować całej grupie, by w pore przywrócić stan równowagi, a takie niezrównoważone jednostki w przyszłości nie dopuszczać do wspólnego działania, dla dobra całej grupy.

Czy więc można bezpiecznie umówić się na którymś z portali społecznościowych na działanie zimą w górach? Czy można wierzyć, że ktoś, kogo nie znamy przykładał się do samo-szkolenia lawinowego i w razie wypadku nam pomoże? Odpowiedzcie sobie sami.

Lawina – zadania

Nikomu, nawet największemu wrogowi (jeśli takich mam) nie życzę uczestnictwa w wypadku lawinowym – szanse niewielkie, a i koniec raczej nie „bezbolesny”. Jednak należy myśleć o takiej możliwości i analizować to, jak się zachować podczas i po lawinie.

  • Jeśli jesteśmy „tylko” świadkami czyjegoś wypadku – należy obserwować porwane osoby, określić, skąd ich porwała lawina, gdzie zniknęli pod śniegiem i jak daleko przesuwała się jeszcze lawina, zapamiętać punkty odniesienia w terenie, które pozwolą wskazać określone miejsca.
  • Jeśli jesteśmy uczestnikami lawiny – należy walczyć przede wszystkim o pozostanie na powierzchni, uciekać w bok, od środka lawiny, jeśli jest możliwość, to hamować swoją prędkość, by pozostać w górnej części pędzących mas śniegu, gdy już nie ma ucieczki, pozbyć się balastów (za wyjątkiem plecaka wypornościowego oczywiście), odrzucić kijki, wypiąć narty. Możemy próbować walczyć o pozostanie na powierzchni układając się poziomo – w lawinie śnieg nie przesuwa się z taka sama prędkością na całym swoim przekroju, lecz dole warstwy suną wolniej przytrzymując nogi, a górne szybciej zasypując nas z góry. Ręce osłaniają głowę, w pobliżu twarzy, po zatrzymaniu lawiny mogą pomóc w utworzeniu przestrzeni powietrznej. Płuca na maksymalnym wdechu, pomoże to uzyskać przestrzeń na ruchy oddechowe klatki piersiowej. Po zatrzymaniu lawiny sprawdzamy, czy istnieje szansa ruszenia jakąkolwiek częścią ciała, czy istnieje szansa na uwolnienie się ze śniegu (rzadko możliwe przy całkowitym zasypaniu). Postarać się uspokoić, krzyczeć wtedy, gdy słychać kogoś chodzącego po śniegu w naszym pobliżu (a słychać to chodzenie bardzo dobrze).
  • Po zejściu lawiny określamy ilu jest zasypanych, gdzie lawina, i te informacje przekazujemy służbom ratownictwa górskiego, jeżeli mamy na miejscu taką możliwość (radio, telefon z zasięgiem jakiejkolwiek sieci – 112).
  • Rozpoczynamy pomoc koleżeńską (detektor lawinowy, sonda, łopatka) po stwierdzeniu, czy będzie to bezpieczne, czy nie grozi nam zasypanie wtórną lawiną.
  • Przeszukujemy lawinę detektorem, wzrokiem, słuchem, sprawdzamy wszelkie elementy wystające spod śniegu, jak narty, plecaki.
  • Poszukiwania prowadzimy wedle zasad poszukiwania od (lub do) punktu zniknięcia pod śniegiem, pokrywając poszukiwaniami w odpowiedni sposób całą powierzchnię lawiny.
  • Po odnalezieniu, odkopujemy, uwalniając przede wszystkim drogi oddechowe zasypanego, i postępujemy zgodnie z typowym algorytmem postępowania BLS, jeśli stwierdzimy brak oddechu.
  • O fakcie odnalezienia i odkopania, oraz o stanie medycznym zasypanego warto poinformować ratowników, by zmienili typ działania z poszukiwań na działania związane z ratownictwem medycznym i transportem, jeśli to będzie konieczne.

Ponieważ pewne jest jedno, wypadek lawinowy, to działanie w dużym stresie, powinniśmy ćwiczyć wszelkie działania związane z ratownictwem lawinowym. Tu, gdzie liczy się czas i skuteczność, a przeszkadza stres, nie będzie szans na przypominanie sobie, jak użyć detektora, czy prowadzić resuscytację, trzeba to sprowadzić do sfery odruchów. Trzeba nie tylko raz posiąść taka wiedzę, ale również okresowo trenować te zagadnienia, bo wiedza nieużywana ulatuje pozostawiając miejsce na rzeczy, które robimy często.

Marcin Józefowicz
starszy instruktor TOPR